OD REDAKCJI: 3 kosmetyki i gadżet, które w naprawdę znaczący sposób poprawiły moją cerę

W redakcji BOSKIEJ pracuję już półtora roku. W tym czasie poznałam i przetestowałam setki przeróżnych produktów. Dzięki tej pracy, zaczęłam zagłębiać się w świat beauty także od strony teoretycznej (co, chyba mogę już powiedzieć, stało się moją małą pasją). Jednocześnie zmagałam się z takimi samymi problemami jak wy, a największym utrapieniem były(!) powracające wypryski. Po wieloletniej i krętej drodze, jaką przebyłam, by je zwalczyć, w końcu mi się udało. Dzięki trzem kosmetykom i jednemu gadżetowi. To właśnie temu ostatniemu zawdzięczam najwięcej. Zabawne, bo z moimi zaskórnikami nie poradziło sobie wiele drogich specyfików, a jemu - choć kosztuje kilkadziesiąt złotych - nie sprawiło to zadanie ŻADNYCH kłopotów. Ten dobry stan utrzymuje się już kilka miesięcy, więc nie mam absolutnie żadnych wątpliwości czemu zawdzięczam zwycięstwo. Teraz mogę wam wszystko zdradzić bez obawy, że mogłabym polecić coś, czego do końca nie znam. Jesteście ciekawe?

Zanim zacznę na dobre, muszę zaznaczyć, że każdy przypadek jest inny. Skóra każdej z nas się różni i różnie reaguje na te same czynniki. W pewnych przypadkach działają klasyki, w pewnych (jak np. w moim, o czym zaraz wam dokładnie opowiem) sposoby, które w teorii są... wyraźnie niewskazane. Nie można więc zamykać się na utarte schematy, ale, choć oczywiście z zachowaniem rozwagi i ostrożności, troszeczkę poeksperymentować. Artykuł ten piszę po to, by pokazać wam co przyniosło efekty w konkretnie moim przypadku. I nawet jak poznacie mój typ skóry, i stwierdzicie, że macie bardzo podobny, pamiętajcie, że wasza cera mimo wszystko jest inna. I może zareagować inaczej. Polecam wam i nakłaniam was do wizyty u dermatologa. Ja też wiele razy pukałam do jego drzwi - nie wyobrażam sobie, by działać - bez fachowej wiedzy - całkowicie na własną rękę! Metod szukałam wszędzie, gdzie się dało - nie wyłączając YouTube'a. W dzisiejszych czasach to naturalne. Do wskazówek vlogerek (tylko tych zaufanych) podchodziłam jednak od początku ze zdrowym dystansem - mam świadomość, że biochemia (nie wiem czy jest to odpowiednie pojęcie) naszych skór nie jest taka sama. Poza tym żyjemy w różnych środowiskach i różnym trybie - jedne na wsi, inne w zanieczyszczonym mieście, jedne prowadzą regularny tryb życia, inne z kolei mają zwyczaj jadać byle jak i byle kiedy. I tak dalej, i tak dalej. Starannie selekcjonowałam więc porady, ale niejedna przykuła moją uwagę na tyle, że zdecydowałam się ją wypróbować. Jak to się kończyło? Jak zapewne się domyślacie - czasem pozytywnie, czasem nie zauważałam żadnej poprawy (wyjątkiem są nierafinowane olejki, po których moja skóra uległa znacznemu... pogorszeniu!). To, co jeszcze ważne w  temacie mojej pielęgnacji to to, że już od około 5 lat korzystam w bardzo dużej mierze z kosmetyków naturalnych, ekologicznych lub tych, które swoim składem słusznie do takich pretendują. Nie jest to jednak złota recepta - wspomniane olejki (tylko naturalne - z pestek malin, z pestek truskawki, tamanu i pewnie jakiś jeszcze) wspominam BARDZO źle. Stosowałam tylko te olejki, które teoretycznie dedykowane są właśnie skórom z wypryskami. Przez wiele miesięcy zmywałam nimi makijaż, a wielokrotnie zastępowały mi one krem nawilżający. Bynajmniej nie zniechęciło mnie to do dalszej przygody z kosmetykami naturalnymi - wręcz przeciwnie. Cały ten wstęp piszę po to, by dać wam przybliżony obraz. Teraz muszę wam jeszcze tylko opisać jaka dokładnie jest moja cera. Bo na pewno nie tłusta.

Nazywałam ją: problematyczna, ale nie w powszechnym znaczeniu tego słowa (problematyczna = tłusta = trądzikowa). Choć wypryski przez wiele lat były moją zmorą, moja cera jest przede wszystkim wrażliwa. Powtórzyły to wszystkie kosmetyczki i wszyscy dermatologowie, u których byłam. Wszyscy. Przychodziłam z zaskórnikami, a oni, jak mantrę powtarzali, że to nie zaskórniki są moim problemem, a fakt, że mam BARDZO wrażliwą cerę. Z początku trochę nie dowierzałam, bo nigdy mnie ona nie piekła, nie wiem co znaczy skóra ściągnięta, nie pojawia się też na niej zaczerwienienie (tylko po siłowym wyduszaniu, wtedy faktycznie podrażnienie jest ogromne i często `nieadekwatne`). Skóra na mojej twarzy jest wiecznie nienawilżona i niedotleniona. Ma nierównomierny koloryt (tworzą go nie tylko przebarwienia potrądzikowe), bywa ziemista. Muszę - choć niechętnie, bo temat niewdzięczny - poruszyć kwestię wyciskania (nienawidzę tego słowa). Tak, to był mój wielki problem. A w zasadze nałóg. W ten sposób odreagowywałam wszystkie zmartwienia i stres, a tych miałam zawsze dużo. I kiedy na jakiś czas udawało mi się powstrzymywać, buzia wyglądała naprawdę dobrze, a niespodzianki wyskakiwały sporadycznie. Niestety uzależnienie szybko powracało i tak trwało wiele lat. Raz było lepiej, raz gorzej, ale dopiero od jakiegoś czasu moja skóra wygląda naprawdę bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że przestałam już szukać na siłę zaskórników. W osiągnięciu rezultatu pomogło mi także całkowite zaprzestanie mycia twarzy wodą z kranu (od siedmiu miesięcy zmywam makijaż mleczkiem nawilżającym) i 4 rzeczy, bez których nie wyobrażam już sobie pielęgnacji. To nie tak, że inne moje  kosmetyki  nie są dobre, ale czwórka, którą zaraz poznacie, to czwórka magiczna. Bo naprawdę zdziałała u mnie cuda.

 

 

 

fot. archiwum prywatne

Dodaj komentarz do galerii: OD REDAKCJI: 3 kosmetyki i gadżet, które w naprawdę znaczący sposób poprawiły moją cerę

Czytaj także

Inne artykuły